W pół drogi
Czy będzie to nasze pół drogi, czy kolejny zakręt?

W środę 12 listopada 2025 roku zakończy się kolejna kadencja władz Polskiego Związku Jeździeckiego, kadencja 2021 – 2025. Nikt chyba nie będzie polemizował ze stwierdzeniem, że był to czas niezwykle dynamiczny.
Wyznacznikiem dynamiki wydarzeń kończącej się kadencji jest przeprowadzenie w jej trakcie aż 3 zjazdów nadzwyczajnych.
Spójrzmy więc w tą historię.
Po niecodziennych wydarzeniach Walnego Sprawozdawczo – Wyborczego Zjazdu Delegatów PZJ, jaki odbył się we wtorek 21 września 2021 roku, wybrano nowe władze PZJ.
Grupa stojąca za tymi wyborami przyjechała do Boszkowa doskonale zorganizowana i zdeterminowana do tego, by „brać w Związku wszystko”.
Tak też się stało.
Delegaci niezadowoleni z „zamordystycznego” stylu sprawowania władzy w PZJ przez prezesa Jana Sołtysiaka, w każdym głosowaniu wyciągali z kieszeni kartki z instrukcją, na kogo mają oddać swoje głosy. Bez zadawania sobie trudu samodzielnego myślenia i samodzielnej oceny zgłaszanych kandydatur. Prosto, łatwo i … bezrefleksyjnie.
W efekcie tej bezprecedensowej „jedności” prezesem zarządu PZJ został jedyny kandydat – Oskar Szrajer. Zjazd w Boszkowie podarował mu w kolejnym głosowaniu skład zarządu według zamówienia nowego prezesa.
W kolejnych głosowaniach gładko „wybrano” skład komisji rewizyjnej, jak i sądu dyscyplinarnego oraz osobę pełniącą obowiązki rzecznika dyscyplinarnego.
We wrześniu 2021 roku wydawać się mogło, że w PZJ nastał czas „błogiej sielanki i prosperity”.
Sielanka skończyła się mniej więcej po roku. Oskar Szrajer, którego zaufaniem obdarzyło 75 spośród 100 delegatów, utracił je u czwórki członków swojego zarządu oraz u piątki członków komisji rewizyjnej.
Prosperity trwała jednak dalej. Ale prosperity wyłącznie dla wybranych.
Zastępca przewodniczącego Komisji Rewizyjnej PZJ, by pozbyć się prezesa, z gorliwością prawdziwego „czekisty” dwoił się i troił, żeby uzasadnić konieczność zwołania w maju 2023 roku Nadzwyczajnego Zjazdu Delegatów PZJ.
Pisałem o tym na moim blogu wcześniej i tych, którzy nie czytali lub nie słuchali mojego tekstu, a chcieliby poznać więcej szczegółów na ten temat, zapraszam do lektury tutaj:
Kolejnym szefem „mianowano” wtedy człowieka, który w Boszkowie zyskał poparcie o jeden głos przekraczające minimum. Piszę, że „mianowano” bo, w maju 2023 roku podczas głosowania znowu królowały wyciągane z czeluści kieszeń delegatów karteczki z wytycznymi.
Myślę, że ta forma w sumie niewiele ma wspólnego z aktem demokratycznego głosowania. Chyba że akceptujemy w naszym Związku „demokrację sterowaną”.
Do składu zarządu dołączył z poparciem 73 delegatów Dominik Nowacki, czyli „ikona Cavaliady”.
Marcin Kamiński za długo jednak nie zagrzał miejsca w prezesowskim fotelu. Żenujący pokaz nepotyzmu w jego wykonaniu przy umieszczeniu prezesowskiego syna w składzie olimpijskiego zespołu w WKKW były tylko kroplą przelewającą czarę goryczy naszego środowiska.
W coraz bardziej zagęszczającej się wokół zarządu naszego Związku atmosferze zaczęto pytać nie tylko o kwestię nepotyzmu, ale wobec zagrożenia utraty płynności finansowej również o niewyobrażalne rozpasanie finansowe zarządu PZJ.
By uspokoić nastroje, „grupa trzymająca władzę” w naszym Związku postanowiła poświęcić kogoś z własnego grona. Padło na mającego sporo „grzeszków” na swoim sumieniu prezesa Marcina Kamińskiego.
Nieco spóźniony w stosunku do akcji z prezesem Oskarem Szrajeren, do boju ruszył człowiek do zadań specjalnych tej grupy oraz członek Komisji Rewizyjnej PZJ, Michał Pilkiewicz.
Znowu okazało się, że sam zarząd jest „czysty jak łza”, a jedynym źródłem problemów PZJ jest prezes Kamiński.
Kolejny więc Nadzwyczajny Zjazd Delegatów z 4 listopada 2024 roku przyniósł zmianę na stanowisku prezesa.
Tym razem jednak nie wszystko poszło po myśli „grupy sprawującej w PZJ władzę”. Jej kandydatka do fotela prezesa, Patrycja Kaczorowska sromotnie przegrała wybory z Tomaszem Siergiejem. Z udziału w zarządzie PZJ zrezygnował Hubert Kierznowski, którego zastąpił kolejny przedstawiciel Wielkopolski, Aleksander Wechta.
Wydawało się, że osamotniony w tym towarzystwie prezes Siergiej „nie pociągnie za długo” i w niedługim czasie odbędzie się kolejny Nadzwyczajny Zjazd Delegatów, podczas którego będzie on musiał pożegnać się z fotelem prezesa.
A jednak tak się nie stało, choć faktycznie w niedługim czasie Nadzwyczajny Zjazd Delegatów PZJ się odbył. Tym razem jednak jego inicjatorem było nasze środowisko, które poprzez głosy swoich delegatów domagało się zmian w zarządzie i Komisji Rewizyjnej.
Lektura opublikowanego przed listopadowym NZD raportu Komentarz i uwagi do wykonania budżetu PZJ za IX miesięcy 2024 opracowanego przez KR PZJ miały pogrążyć prezesa Marcina Kamińskiego. Tak też się stało. Marcin Kamiński, który wcześniej został zwolniony ze stanowiska dyrektora, uprzedził swoje odwołanie i sam zrezygnował ze stanowiska prezesa i członka zarządu PZJ. Jednak zawartość raportu uzmysłowiła wielu delegatom, że prawda może być znacznie gorsza. Sformułowano więc w grudniu 2024 roku stosowny wniosek do zarządu o zwołanie NZD.
Kiedy prezes Siergiej, realizując uchwałę WZD z 2015 roku oraz świeże rozporządzenie ministra sportu i turystyki i opublikował na internetowej stronie Związku zestawienie zawartych w 2024 roku umów, oraz rejestr towarzyszących im faktur, zasłona opadła i zobaczyliśmy wszyscy prawdziwy rozmiar skoku na kasę PZJ, jaką uprawiała „grupa sprawująca władzę” w Związku.
Lektura tych dokumentów, a zwłaszcza lista 1860 pozycji w zestawienia faktur, pokazały, że PZJ „szczodrą ręką” płacił wielu zewnętrznym wykonawcom i zawierał umowy z podmiotami niewyłanianymi na drodze rozpisanego wcześniej konkursu. Sztandarowym przykładem tej „radosnej twórczości” była zorganizowana w lutym 2024 roku Gala. Ten jeden wieczór zmniejszył budżet naszego związku o niemal pół miliona zł!
Największym beneficjentem tej rozrzutności okazała się firma, która podpisała umowę na dzień przed samym wydarzeniem wartą 354 945,59 zł. Oczywiście nikt w zarządzie nie zawracał sobie głowy tym, by rozpisać na to jakikolwiek konkurs. Fakt, że w TRAF-Zakłady Wzajemne Sp. z o.o., bo o tej firmie mowa, prezesem zarządu był wtedy członek zarządu PZJ, pan Dominik Nowacki, był tylko „zbiegiem okoliczności”. Takim samym, jak fakt, że kolejne faktury związane z Galą wystawiały firmy i osoby związane z Cavaliadą.
Więcej informacji na ten temat znajdziecie w moim tekście:
https://slawomirdudek.pl/jezdziectwo/bizancjum-z-gilarskiej-5-w-warszawie/
W tak ciężkiej atmosferze do Nadzwyczajnego Zjazdu, który odbył się 8 kwietnia tego roku, swoje rezygnacje złożyli w styczniu Patrycja Kaczorowska i Dominik Nowacki. W jego trakcie, po odczytaniu sprawozdania z działalności zarządu PZJ uczynili to samo Kaja Koczurowska – Wawrzkiewicz oraz Aleksander Wechta.
Tym samym 8 kwietnia tego roku z zarządu PZJ zniknął ostatni przedstawiciel zwycięskiej ekipy z Boszkowa. Ekipy, która bliska była zniszczenia naszego Związku, doprowadzając go swoją pazernością do zapaści finansowej. Znamienne przy tym jest to, że na skutek wewnętrznych konfliktów w tej grupie, jedynie Oskar Szrajer został odwołany ze swojego stanowiska decyzją delegatów.
Dlaczego tak się stało? Dlaczego tylko jeden człowiek ekipy z Boszkowa miał odwagę stanąć przed delegatami i odpowiedzieć na „dęte” zarzuty autorstwa pana Pilkiewicza?
I choć w mojej ocenie zrobił to dobrze i skutecznie, to w 2023 roku „karteczkowa demokracja sterowana” w naszym Związku trzymała się jeszcze dobrze. Niewielka już przewaga „wyznawców” nad delegatami ziściła pragnienia „ekipy trzymającej władzę” w PZJ. Był to jednak wyraźny sygnał, że w kolejnych tego typu imprezach proporcje te mogą się odwrócić. Jak w tej sytuacji mieliby się bronić Marcin Kamiński i pozostali członkowie jego zarządu? Siła argumentów świadczących o prawdziwych intencjach oraz skutkach ich działania była przecież porażająca i ponad wszelką wątpliwość prawdziwa.
Do tego wszystkiego nowy prezes zaczął robić od listopada porządki w PZJ. Ukrócił korzystanie z samochodów służbowych bez prowadzenia ewidencji celów wyjazdu oraz korzystanie całkowicie bez kontroli z kart płatniczych PZJ. Nakazał prowadzenie księgi korespondencji przychodzącej i wychodzącej ze Związku. O zgrozo zaczął kontrolować czas pracy pracowników biura i godziny przyjścia i wyjścia z pracy! Dla ludzi związanych towarzyskim lub innym „układem” z „ekipą trzymającą władzę” w PZJ był to wyraźny sygnał, że pewna „epoka” się skończyła.
Wyrok skazujący w procesie karnym pomorskiego „mózgu” tej ekipy, zagrożenie zapaścią finansową Związku czy szastanie związkowymi pieniędzmi były oczywiste.
Tchórzostwo i ucieczka w rezygnację była więc dla tych osób jedyną opcją, jaka była przez nich akceptowana.
Z pewnością wielu czytelników tego tekstu oraz dawnych i obecnych delegatów na WZD PZJ zadaje sobie w tym momencie pytanie: jak mogło dojść do tak krytycznej sytuacji? Co się stało?
Rozwiązania tej zagadki trzeba chyba szukać w dniu 21 września 2021 roku. To wtedy, w Boszkowie, zdeterminowana i dobrze przygotowana „ekipa” obsadziła swoimi ludźmi wszystkie organy władzy związkowej. Komisja Rewizyjna wbrew swoim zadaniom roztoczyła nad zarządem parasol ochronny. Nie zweryfikowano czy członkowie wybranego w Boszkowie zarządu PZJ nie mają problemu z zapisami art. 9 ustawy o sporcie (konflikt interesów). A mieli.
Zadaniem KR było w takiej sytuacji dopilnowanie, żeby osoby mające problem z konfliktem interesów postąpiły zgodnie z obowiązującym prawem, czyli zapisami ustawy.
KR wolała jednak stać na straży interesów swoich mocodawców, a nie prawa. Wolała na siłę szukać możliwości uzasadnienia dla faktu, że jeden z jego członków jest również członkiem komisji powołanej przez zarząd, co stanowi jawny gwałt na Statucie PZJ oraz ustawie o sporcie i ustawie o stowarzyszeniach. KR nie miała żadnych uwag na temat „nowego” prezesa, jaki przewodził zarządowi po NZD w maju 2023 roku. Nie miała ich jeszcze do zakończenia IO Paryż 2024. Również Dominik Nowacki, który został wybrany nowym członkiem zarządu w maju 2023 roku, nie budził wówczas żadnych zastrzeżeń KR. Dzisiaj, u schyłku 2025 roku panowie Henryk Święcicki – przewodniczący KR oraz Michał Pilkiewicz – jego zastępca , twierdzą, że w przypadku Dominika Nowackiego ustawowy konflikt interesów jednak wystąpił.
Skoro już jesteśmy przy tych dwóch panach. Po NZD z kwietnia tego roku nastąpiła poważana zmiana w składzie KR. Z pięcioosobowego składu pozostali tylko oni. Zjazd obdarzył zaufaniem trzech nowych członków KR. Nastąpiła więc w tym ciele organu władzy związkowej większościowa zmiana składu. Naturalnym więc i oczekiwanym przez środowisko rozwiązaniem powinno być nowe ukonstytuowanie się komisji.
Tu jednak nastąpiła agresywna i kategoryczna obrona „już zdobytych” przez Henryka Święcickiego i Michała Pilkiewicza stołków. Nie po to przecież zdobyli je w Boszkowie by dać sobie wyrwać „łup” jakimś tam „nowym”, niegodnym piastowania funkcji przewodniczącego i jego zastępcy członkom KR. Nieważne, że ci członkowie zostali wybrani przez delegatów tak jak oni i mieli takie samo prawo do zajmowania eksponowanych stanowisk w KR.
Gwałcąc dobre obyczaje, zdrowy rozsądek i zasady elementarnej kultury, przewodniczący i jego zastępca odmówili udziału w nowym ukonstytuowaniu się.
Co zrobili w tej sytuacji „nowi”? Pokazując wszystkim, że zgłosili się do pracy w KR nie dla zaspokajania swoich niskich pobudek, odpuścili walkę o stołki i skupili się na pracy.
Czas chyba najwyższy, by zapytać co dalej? Dokąd mijająca kadencja doprowadziła Związek i co mamy zrobić u zarania nowej kadencji?
No cóż, zmiana na stanowisku prezesa w listopadzie ubiegłego roku rozpoczęła powolny proces powrotu PZJ na ścieżkę normalności. Osamotniony prezes powoli poprawiał to, co mógł.
Po ostatnim NZD z kwietnia tego roku sanacja Związku przyspieszyła. Na drodze konkursu nawiązano współpracę z kancelarią prawną reprezentującą Związek. Kolejny konkurs wyłonił profesjonalnego Sekretarza Generalnego PZJ.
Wygląda więc na to, że Związek zaczyna sukcesywnie naprawiać pomyłki z przeszłości. Bardzo dużo obiecuję sobie po efektach pracy nowego Sekretarza Generalnego PZJ. Jego dotychczasowy dorobek zawodowy może być źródłem nadziei na profesjonalną obsługę spraw związkowych przez biuro PZJ.
Co w tej sytuacji powinniśmy zrobić 12 listopada? Wydaje się, że warto kontynuować marsz Związku ku normalności. A więc ponownie obdarzyć na trzyletnią kadencję prezesa Tomasza Siergieja zaufaniem i pozwolić mu pracować z zespołem ludzi, jaki nam wskaże.
Czego jednak zrobić nam nie wolno? Nie wolno nam ponownie powierzać zadań i obdarzać zaufaniem osoby, które to zaufanie zawiodły i z powierzonych zadań się nie wywiązały. Mam na myśli przewodniczącego KR oraz jego zastępcę. Nie ma żadnego śladu w uchwałach i sprawozdaniach z zebrań pierwszego składu KR ustalonego w Boszkowie, by pod ich przywództwem podjęła ona jakiekolwiek działania w celu sprawdzenia statusu członków zarządu PZJ pod kątem konfliktu interesów opisanego w ustawie o sporcie w art.9 oraz w Statucie PZJ. W ich opinii wyrażonej pod koniec 2025 roku konflikt ten zaistniał w przypadku wybranego do zarządu w maju 2023 roku Dominika Nowackiego oraz w przypadku wybranego w listopadzie ubiegłego roku Tomasza Siergieja. Dlaczego żaden z nich nie zainteresował się w pierwszym przypadku analizą sytuacji bezpośrednio po wyborze pana Nowackiego w maju 2023 roku? To ewidentne zaniedbanie swoich obowiązków i brak szacunku do obowiązującego nas wszystkich prawa. W przypadku Tomasza Siergieja podstawą do stwierdzenia istnienia konfliktu interesów ma być fakt, że prezes PZJ pełni również funkcję przewodniczącego KR w swoim macierzystym Zach -Pom. Związku Jeździeckim. Nie potrafią oni jednak wskazać nazwy aktu prawnego oraz jego konkretnych paragrafów czy artykułów, które by zabraniały na taki mariaż stanowisk. Nie potrafią, bo nic takiego nie istnieje. To po pierwsze. Po drugie, obydwaj panowie nie widzieli nic złego (i słusznie) w tym, że pani Patrycja Kaczorowska łączyła bycie członkiem zarządu PZJ z pełnieniem funkcji prezesa zarządu swojego macierzystego War – Maz Związku Jeździeckiego.
Dowodzi to, że w swojej pracy w KR ponad merytoryczne postępowanie przedkładali realizacje ukrytych celów, dając tym świadectwo braku swoich kompetencji do zajmowanych stanowisk.
W przededniu czekającego nas Walnego Zjazdu Sprawozdawczo – Wyborczego Delegatów PZJ nasz Związek przypomina nieco znużonego trudami przebytej drogi wędrowca. Wędrowca, który ma w swoich nogach wiele pokonanych już kilometrów i doświadczenia sytuacji, kiedy zgubił kierunek i zboczył „na manowce”. Udało mu się jednak wrócić na szlak i stoi teraz przed wyborem czy podążać dalej wyznaczą do sukcesu ścieżką, czy ulec pokusie i znowu buszować w gęstwinie rosnących wokół chaszczy. I choć nie ma wcale pewności, że pokonał już większość trasy ani tego, czy nie czeka go na wytyczonej drodze jeszcze wiele trudnych podejść, wiele odcinków usłanych ostrymi kamieniami, to cel jest coraz bliżej i tylko skrywa się gdzieś za kolejnym szczytem.
Czy w środę 12 listopada podążymy dalej, czy znowu skręcimy w bok w gąszcz partykularnych interesów jakiejś grupki, która potrafi i lubi żyć na cudzy rachunek?
Niebawem się przekonamy. Nasi delegaci dadzą odpowiedź na to pytanie.